Przemo Łukasik: Nie rozumiem obaw. Budynki Muzeum Śląskiego pozostaną najważniejsze

2754
Reklama

Osiem budynków, trzy w pierwszym etapie. Pierwsza linia trzyma szereg, kolejne wysokościowce jakby rozrzucone bezładnie. W piątek po raz pierwszy mogliśmy zobaczyć oficjalnie koncepcję osiedla, które ma powstać przy ul. Nadgórników. Koncepcję, bo projektu całości jeszcze nie ma.

Przedwczesną prezentację wizualizacji wymusiła dyrekcja Muzeum Śląskiego, która obawia się inwestycji. O sprawie informowano w ostatnich dniach. Choć według założeń dewelopera przedstawienie całego zamierzenia miało nastąpić dopiero po szczegółowym opracowaniu projektowym i uzyskaniu niezbędnych pozwoleń, apel muzealników spowodował, że TDJ Estate zdecydowało się upublicznić koncepcję konkursową osiedla.

O architektonicznych aspektach przedsięwzięcia, nawiązując do sporu z Muzeum Śląskim, opowiada Przemo Łukasik, współzałożyciel pracowni Medusa Group, która na zlecenie TDJ Estate projektuje osiedle.

Reklama

Katowice.pro: Patrząc na rysunek Państwa projektu z góry, widać, że budynki, szczególnie te wyższe, są w nieregularny sposób ułożone na działce, jakby niedbale rozrzucone. Co stało za ideą takiego ich usytuowania? Warunki geologiczne?

Przemo Łukasik: Nie. Ale zacznijmy od tego, że nie wiem, czy i w jakiej formie powstaną budynki kolejnego etapu. Nie znamy ostatecznych zapisów planu zagospodarowania przestrzennego. Wiemy, jakie są wytyczne wynikające ze studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania i jestem przekonany, że nie stoimy w sprzeczności z tymi założeniami.

Koncepcja zagospodarowania terenu przy ul. Góreckiego, fot. Medusa Group

Pierwszy etap, to dominanta trzech obiektów na jednym cokole, rozbitych po to, żeby umożliwić mieszkańcom maksymalną dostępność światła i widoki, nie tworzyć bariery muru, który blokowałby przepływ powietrza. To również ważne dla mieszkańców Bogucic.

Budowa kolejnych etapów, czyli koncepcja, którą pokazywałem, żeby przedstawić spójne myślenie o projekcie, bazowało przede wszystkim na dwóch ważnych rzeczach. Pierwsza to negacja osiedla zamkniętego i przekątna linia prowadzona między tymi pięcioma wysokimi budynkami. To odwzorowanie dawnej ul. Bogucickiej, choć w nie do końca dokładnym śladzie. Niegdyś łączyła Bogucice z Katowicami, a obecnie przebiega symbolicznie przez dach Międzynarodowego Centrum Kongresowego. Od samego początku zależało nam, aby poprzez Strefę Kultury, nasze budynki pierwszego i kolejnych etapów prowadziły mieszkańców z centrum Katowic do Bogucic i odwrotnie – na zakupy, dworzec, do tramwaju czy muzeum.

Drugi element, który była dla nas bardzo ważny, i który wpisuje się w to, co mamy już w Katowicach, czyli os. Tysiąclecia, Gwiazdy i zaplecze na ul. Olimpijskiej za Spodkiem, to działanie integracji z zielenią. Patrząc na większość nowych osiedli, widzimy, że nic tam nie rośnie, bo pod spodem jest parking podziemny. Możemy posadzić tylko trawę. W naszym przypadku, kiedy każdy z etapów tych pięciu kolejnych, ewentualnych wież ma swój 2-, 3-kondygnacyjny parking podziemny – z lekkim wyniesieniem, żeby za głęboko nie kopać – mamy szansę, że za te 10, 20 i 300 lat zieleń będzie rosła na rodzimym gruncie. I nie będziemy udawać, że mamy jakieś „szczepione” gatunki roślinności tylko naprawdę będziemy mogli mówić o parku, takim jaki rośnie w okolicach budynków na os. Tysiąclecia. To było założenie – przesączania się, otwarcia, dostępności. I to, w moim odczuciu, integrowało się z założeniami projektowymi Muzeum Śląskiego, gdzie mogę chodzić dookoła, penetrować, biegać z dziećmi, czy przyjechać rowerem.

Czyli ta roślinność, którą widzimy w Państwa koncepcji ma być przedłużeniem zieleni muzeum?

Moją propozycją, którą na spotkaniu zgłaszałem pani dyrektor Muzeum Śląskiego było udostępnienie planów rozwoju instytucji, i żeby ścieżka placówki, która kończy się na ul. Góreckiego miała kontynuację na naszym terenie. Żeby ludzie nie kończyli zwiedzania Strefy Kultury na tym miejscu, a mieli możliwość przejść przez nasze osiedle w kierunku Bogucic. Pana marszałka pytaliśmy, czy jest coś w zasobach muzeum, czego nie ma gdzie wystawić na zewnątrz i co można przenieść w naszą strefę. Warsztaty urwały się na WKUA (Wojewódzka Komisja Urbanistyczno-Architektoniczna – przyp. red.), a potem sprawa przeniosła się do mediów.

Czy zieleń w Waszym projekcie ma już określoną formę?

Wizualizacja pierwszego etapu osiedla przy ul. Góreckiego, fot. Medusa Group

Tak, w pierwszym etapie chcemy wykorzystać skarpę, utworzyć schody, które będą służyły nie tylko komunikacji, ale będą miejscem, gdzie można usiąść, napić się kawy, spędzać w tej strefie więcej czasu. Powstaną także miejsca co-workingowe, w których chcemy ludzi zatrzymać, a także lokale z funkcjami usługowymi służące nie tylko mieszkańcom osiedla.

Ta zieleń w projekcie jest bardzo ważna. Narzekamy, że coraz trudniej nam się oddycha, narzekamy, gdy wycina się drzewa. My chcemy w tym miejscu posadzić nowe drzewa, ale w miejscach, w których mają szansę się zakorzenić i rosnąć przez wiele lat. W pierwszej części inwestycji, wśród schodów tworzymy zielone parkany z wrzosem, lawendą, z różnego rodzaju paprociami. Chcemy, żeby roślinność była tak dobrana, aby jej wegetacja nie kończyła się na jednym okresie. I stamtąd, jak siądziecie w przyszłości, jeśli nam się to uda, to weźmiecie kawę i będziecie patrzeć na szyby „Bartosz” czy „Warszawa”. Dlatego nie rozumiem tych obaw. Starałem się to tłumaczyć pani dyrektor, jak również na spotkaniach komisji.

Idąc wyżej, jak będzie wyglądała elewacja? Czy będzie jednakowa dla wszystkich etapów inwestycji?

Budynki pierwszego etapu względem kolejnych będą nieco inaczej ustawione. Prezentują ten sam język architektoniczny, jednak ze względu na proporcje, wysokość, będą trochę się różniły. Zależało nam bardzo, aby zjeżdżając od ul. Warszawskiej w kierunku muzeum widzieć pozycję kilku planów. Pomijam układ komunikacyjny z al. Roździeńskiego. Mam na myśli piękne przedpole krajobrazowe muzeum, cięte ostrymi liniami. Potem mamy chłodne bryłki, bardzo proste w architekturze, detalu. To było zamierzeniem mądrego zespołu architektonicznego Riegler Riewe, aby wydobyć, jedynie odrobinę zasłaniając, ciepłe, brązowe, kortenowe budynki prawdziwego reliktu przemysłowego, jakim były zabudowania wokół szybu „Warszawa”. A co my zrobiliśmy? Za tymi obiektami, ponad 400 metrów dalej, za ul. Góreckiego, ustawiliśmy podobną, ale oczywiście przez nas interpretowaną, współczesną architekturę posługującą się podobnym językiem, co projektanci muzeum. Gramy szarością, grafitem, stalą, czy szkłem i jego refleksem, tworząc wspornikowe wysunięcia, przesunięcia, które odnoszą się nieco do architektury Riegler Riewe, czyli kostek doświetlających muzeum. Wydaje nam się to spójne. Jako całość będzie tworzyć, w cudzysłowie, sandwich kompozycyjny. Najważniejsze stają się budynki zlokalizowane pośrodku, te ciepłe, brązowe.

Wizualizacja budynków pierwszego etapu osiedla przy ul. Góreckiego, fot. Medusa Group

Czy przeszklenia na elewacjach mają tworzyć zamknięte balkony?

Tak. Chodzi o to, aby dać ludziom, szczególnie na wyższych kondygnacjach, zarówno poczucie bezpieczeństwa, ale również szansę korzystania z przestrzeni balkonów, loggi w okolicznościach złej pogody, wiatru. Bo uważamy, że widok z budynków na Katowice i dalej na południe, to będzie coś wartościowego. Tak jak z .KTW, zobaczymy tę przestrzeń z zupełnie nowej perspektywy.

Jaką wysokość będą miały budynki?

Budynki w pierwszym etapie, 12-kondygnacyjne mają ok. 40-41 m.

A 18-kondygnacyjne?

Nie wiem. Jeszcze ich nie zaprojektowaliśmy. Mamy na razie koncepcję. To, co Państwo dzisiaj zobaczyliście, to wizualizacje z etapu konkursu sprzed dwóch lat. Pokazujemy coś, co jest materiałem roboczym i trzeba o tym pamiętać. Nawet ostateczna wersja pierwszego etapu będzie znana dopiero po uzyskaniu pozwolenia na budowę. Zatem zarzucanie nam, że robimy cokolwiek poza standardowymi procedurami jest niedobre. Proszę zapytać innych architektów, czy realizując duże budynki w Katowicach działają w oparciu o miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. Chciałbym, aby w tej dyskusji zachować symetrię. I nie przypisywać nam, że będziemy grali marką Muzeum Śląskiego czy Strefy Kultury przy projektowaniu czy promocji osiedla. Inwestor kupił ziemię i jesteśmy sąsiadami. Co możemy więcej zrobić?

Reklama

3 KOMENTARZE

  1. Bardzo wiarygodne wizualizacje… Najlepsze sa te wiekowe drzewa po kilkanascie metrow, ktorych tam nie ma… Wizualizacja jak najbardziej moze byc komputerowa – nie musi byc makieta, ale nie moze falszowac rzeczywitosci. Podobnie ogladalismy wizualizacje np. Galerii Katowickiej i Dworca. Wygladaly zupelnie inaczej. Druga sprawa to milczenie o tym, ze dzialki wokol sa wlasnoscia innych podmiotow. Co z tego, jesli tu zrobia przewiew i estetyke (choc ta dopiero po budowie bedzie mozna ocenic), jesli obok inny inwestor zbuduje bloki tansze, ktore dadza cien?

    • Ale do kogo masz pretensje? Nie do końca rozumiem. Maja nic nie budowac bo ktos inny moze zrobic cos gorszego? Sorry, ale jak na razie TDJ robi swietna robote przy wszystkich swoich realizacjach czego nie mozna powiedziec o wielu inwestorach budujacych w Katowicach. Projekty sa swietne, a pierdzielenie, ze drzewo za duże… Błagam Cie.

  2. Przecież to nie chodzi o pretensje. Skad ten emocjonalny ton? TDJ i medusagroup ma swietny PR i reklame, co widac tez po komentarzach w sieci… Nie oceniam tu jednak samego TDJ, a przedstawione w artykule projekty. Prosze zobaczyc sobie np. tzw. wizualizacje Galerii Katowickiej i Dworca PKP. Przez dlugi czas po oddaniu tych budynkow bylo to przywolywane jako przyklad niezrozumienia tego, czym maja byc wizualizacje – bo na pewno nie robieniem sobie jaj z ludzi. Dworzec PKP i Dworzec Autobusowy przy Galerii Katowickiej zostaly zaprojektowane tak, ze ludzie tlocza sie na przystankach, bo nikt nie przemyslal tego, a na dworcu kolejowym glowne „trakty” ludzkie prowadza na filary – ile w tym uzytecznosci? To tez jest kwestia wiarygodnosci i rzetelnosci. Doskonalne Pan wie, ze nie chodzi o – cytuje „pierdzielenie, ze drzewo za duze”. W wizualizacji umieszcza sie drzewa, ktorych tam nie ma, a takich tez nie sposob zasadzic biorac pod uwage, ze maja kilkanascie metrow. Oczywiscie powie Pan, ze to fantazja tworcow czy inwestora – dlatego pytanie brzmi, w jakim jeszcze aspekcie jest to fantazja, a w jakim realny plan? Materialy tez beda inne? Wykonanie tez zupelnie inne? Wie Pan, to sa wazne pytania, jesli metr za mieszkanie mialby tam kosztowac powyzej 6 tys. zlotych. Kompletnie nie zrozumial Pan tez tego, ze obok sa dzialki innych wlascicieli. Gdzie napisalem, ze inwestor ma nie budowac? Moze robic co chce, ale warto informowac, kto jest wlascicielem pozostalych dzialek oraz jakie sa warunki zabudowy dla nich. Bo kwestia zostawienia kanalow napowietrzajacych czy ulozenia wzgledem slonca bedzie obietnica bez pokrycia, jesli nikt nie panuje nad calym ukladem architektonicznym. Powie Pan znowu – wolnosc wlasnosci, ale czy nie przypadkiem tzw. wolna amerykanka? I tak, to jest przytyk w stronie wladz miasta, a nie inwestorow czy projektantow, ktorzy w tak metnej wodzie chyba maja raj?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here